W pracowni drukarza

Of­fi­ci­na Ty­po­gra­phi­ca dru­kar­nia mu­zeum pro­wa­dzo­na przez ostat­nie­go prak­ty­ku­jące­go dru­ka­rza ty­po­gra­ficz­ne­go Józe­fa Ra­ko­czy.

Ofer­ta usług:
  • druk ty­po­gra­ficz­ny
  • wi­zy­tów­ki
  • za­pro­sze­nia
  • na­pra­wa
  • opra­wa ksi­ążek
Dru­kar­nia pra­cu­je na sta­rych ma­szy­nach, pra­sach na­pędza­nych si­łą rąk.


fot. Tomasz Szygulski


Jak to się wszystko zaczęło? Ta cała historia z drukarstwem?
Z drukarstwem to był przypadek. Chciałem być lotnikiem, niestety nim nie zostałem.  
Lotnictwo  nie było tylko marzeniem z lat dziecięcych, ale konsekwentnym dążeniem do celu, które realizowałem. Przerwałem szkołę po 3 latach - technikum, które miało mnie przygotować do roli lotnika. To był dla mnie ogromny cios, załamałem się, przez miesiąc na dobrą sprawę nic nie robiłem. Po miesiącu przyszło małe otrzeźwienie, wziąłem gazetę do ręki i znalazłem ogłoszenie o naborze do drukarni. I tak, równe pół wieku temu, wszystko się zaczęło.

Drukarstwo to jest Pana pasja i zawód?
Tak, od 17 roku życia zajmuję się tylko drukarstwem. Kupę czasu, prawda?

Czy pamięta Pan jakie materiały wydrukował jako pierwsze?
Ulotki, nie pamiętam nawet dla kogo - było to za czasów konspiracji, pracy w podziemiu. Drukowałem i przekazywałem dalej.

Był Pan samoukiem?
Tak, sam dochodziłem do opanowania wszystkich technik. Jak drukowałem skórę, musiałem poznać jej specyfikę i metody garbowania. Jak zająłem się tekstyliami, musiałem poznać charakterystyki i sposoby drukowania na tkaninach.

Gdzie mieściła się Pana pierwsza pracownia?
Pracę zacząłem w Pałacu Prasy na Wielopolu w 1967 roku, dzisiaj tam znajduje się hotel. W tamtejszym pałacyku znajdował się dział maszyn, tam stawiałem pierwsze kroki, gdzie spędziłem 3 lata. Następnie wybudowano ogromną drukarnię na Wadowickiej. W 1975 roku zostałem zwolniony z drukarni z wilczym biletem, nie mogłem podjąć pracy w zawodzie i imałem się różnych profesji. W 1981 roku sytuacja w kraju się odrobinę rozluźniła i wyjechałem do Austrii. Pracowałem tam w drukarni, później po kilku latach założyłem swoją firmę, która w 1999 roku była notowana już wśród 100 najlepszych. Głównie bazowałem na swoich pomysłach. Wydawałoby się, że jest dużo rzeczy na rynku, ale jest naprawdę jeszcze dużo do wykonania np. eksperymentowanie na drewnie. W Austrii eksperymentowałem na skórze garbowanej. Ciężko było wybić się ponad konkurencję, dlatego wymyślałem, głównie wykonywałem druk na ekologicznych materiałach.



fot. Tomasz Szygulski


Jakich technik można spróbować w drukarni?
Ja preferuję tą najstarszą technikę i ją chciałbym przekazywać dalej pokoleniom. Technikę, którą w XV wieku wynalazł Guttenberg. Od tego czasu liczymy egzystencję druku. Przełomem właśnie było wynalezienie przez niemieckiego rzemieślnika ruchomej czcionki. Inne wynalazki fotografii, chemii można było zaadoptować do dziedziny drukarstwa, one umożliwiły rozwój innych technik drukarstwa.
Typografia już właściwie dziś zanikła, dziś mamy offset, druk wklęsły, druk płaski, drukarki, dzisiaj jest dużo łatwiej.

Dlaczego Pan jeszcze to robi? Drukuje tą metodą?
Z zamiłowania! Zawsze sobie myślałem, że jak będę na emeryturze, to otworze właśnie taką małą drukarnię. Wszystkie tego typu drukarnie już zniknęły, zostały zlikwidowane w latach 70, 80. Chciałem coś zachować dla przyszłych pokoleń. Kraków jest kolebką drukarstwa, w XV wieku wszystko się tu zaczęło, uczniowie Guttenberga właśnie wtedy zaczęli druk w tym mieście. Drukarze właściwie są dziś zapomnieni. To tutaj posiadano perełki maszyn drukarskich, które zostały zniszczone.

Skąd pochodzą maszyny w Pana pracowni?
Znajdowałem je w różnych zakątkach Europy, przywoziłem do Krakowa, czyściłem, remontowałem, naprawiałem. Wszystkie są w pełni sprawne.